Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmowo-książkowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmowo-książkowo. Pokaż wszystkie posty

26 lutego 2020

Najładniejsze filmowe okładki

Najładniejsze filmowe okładki
Na początek krótka historyjka z pracy. Pracuję w księgarni i koleżanka miała taką sytuację, że klient chciał kupić książkę na prezent. Oczywiście było polecenie kilku książek. Kilka z nich miało nową okładkę - filmową. Koleżanka wyjaśnia, że te książki miały premierę już dawno, tylko teraz zostały wydane w filmowej wersji. Klient nie był zainteresowany, a wszystko dlatego, że myślał, że ta wersja książki z filmową okładką opowiada historię z filmu :D To on nie chce czytać o filmie. On woli tę pierwotną wersję.
Jak myślicie, jest sens wydawać książkę z filmową okładką?
A poniżej zaprezentuję kilka filmowych okładek książek, które albo uwielbiam, albo znalazłam przed chwilą w necie i od razu mi się spodobały :P

"Love, Rosie" (o książce)
"Love, Rosie" (o filmie)

"Hobbit" (o filmie)

"Mroczna wieża" (o książce)
"Mroczna wieża" (o filmie)


"Zabójcze maszyny" (o książce)


Macie jakieś ulubione filmowe okładki? Co jeszcze dodalibyście do mojej listy?

21 lutego 2020

Wystarczy film, za książkę dziękuję

Wystarczy film, za książkę dziękuję

Istnieją na świecie takie ekranizacje, które sprawiają, że nie ma się ochoty na przeczytanie książki. Masz wtedy wrażenie, że historia opowiedziana w filmie jest dostatecznie dobrze przedstawiona, a ty nie czujesz potrzeby, żeby ponownie czytać ją na kartach powieści. Czasami masz wrażenie, że książka nie zaoferuje Ci nic nowego lub po prostu zniekształci obraz filmu, który bardzo Ci się podobał. Pora na przedstawienie kilku filmów, po których straciłam ochotę na przeczytanie książek. Oto one:

1. Za to, co teraz napiszę nieźle mi się dostanie. Zlinczujecie mnie, powyzywacie i wirtualnie pobijecie. Ale zmierzmy się z tą prawdą. Napiszę to w jednym zdaniu. Uwielbiam wszystkie części Harry'ego Pottera, ale książek nie zamierzam czytać. No już. Nie bijcie. Tak jakoś wyszło, że filmy o Harry'm towarzyszyły mi podczas dzieciństwa, potem również, nawet towarzyszą mi nadal. Za każdym razem, kiedy lecą po kolei w telewizji, zasiadamy przed telewizorem i oglądamy dobrze znane historie. Niektóre kwestie znamy z bratem już na pamięć, ale nadal te filmy nas cieszą. Tu muszę się wytłumaczyć, czemu nie czytałam książek. Po pierwsze jakoś tak wyszło, że nie miałam dawniej okazji tego zrobić. Po drugie jestem typem czytelnika, który bardzo nie lubi opasłych książek, a nie oszukujmy się, Harry Potter jednak ma trochę stron... Wiem, że prawdopodobnie gdybym jednak skusiła się przeczytać te powieści, przepadłabym, ale nie mam ochoty tego robić. Mam już przed oczami jedną wizję pokazaną w filmach i jej będę się trzymać. Przynajmniej wiem, kim jest Harry Potter :D

2. Ten i kolejny punkt będą poświęcone jednemu gatunkowi filmów. Otóż chodzi o te historie z poważnie chorymi nastolatkami, które zakochują się w sobie. Na pewno znacie "Gwiazd naszych wina". Ale spokojnie, nie chodzi o niego. Chodzi o "Trzy kroki od siebie". Historia bardzo podobna, bo mamy chłopaka i dziewczynę, którzy są poważnie chorzy i nie mają co liczyć na normalne życie. Ich domem jest szpital, a rodziną pielęgniarki i inni chorzy. Smutna rzeczywistość nabiera trochę kolorów, kiedy zakochują się w sobie. Przeżywają ze sobą radosne chwile, zapominają o chorobie. Robią to, czego im nie wolno, aż dochodzi do tragedii. Tak kończą się takie historie. Niestety. I nie wiem jak Wy, ale czasami po prostu nie mam ochoty fundować sobie podwójnej dawki smutku. Dlatego po obejrzeniu filmu "Trzy kroki od siebie" nie chcę czytać książki. Wierzę, że historia w powieści rozwija się i kończy tak samo. Wystarczy.

3. A kolejnym podobnym filmem jest "W blasku nocy". I tak samo - dziewczyna cierpi na pergaminową skórę, co nie pozwala jej wychodzić na ostre słońce. Zakochuje się w chłopaku. Oboje starają się spotykać tylko w nocy, aby była bezpieczna. Jednak pewnego dnia dzieje się to, czego się nie spodziewają - budzą się na plaży o wschodzie słońca. I zakończenie tego filmu też nie jest optymistyczne, raczej tragiczne. I nie chcę przeżywać tego ponownie. Wystarczy mi ta książkowa ekranizacja.

4. Na tej pozycji wylądował film "Życie Pi". Dawno już miał premierę. Obejrzałam go i stwierdziłam, że akcja jest zbyt monotonna i powolna jak dla mnie. Dobrnęłam do końca i nie uwierzycie... postanowiłam jednak przeczytać książkę. Zapisałam sobie tytuł na liście książek. I tak mijały kolejne lata. Czytałam inne ciekawsze książki, ale cały czas figurowała na mojej czytelniczej liście. Aż niedawno robiłam "porządki". Stwierdziłam, że usunę z niej te książki, co do których nie jestem w 100% przekonana, że chcę je przeczytać. I niestety, po tych czystkach "Życie Pi" odrzuciłam, bo znam już tę historię, a zakładam, że książka nie zaskoczyłaby mnie niczym nowym. Cała filozofia :)

W tym momencie nie przychodzi mi do głowy więcej przykładów, ale chętnie poczytam Wasze komentarze. Koniecznie napiszcie mi czy też macie takie przypadki, że po obejrzeniu filmu, nie zamierzacie już przeczytać książki ;)

17 lutego 2020

Dzięki tym ekranizacjom przeczytałam książkę

Dzięki tym ekranizacjom przeczytałam książkę
Pewnego dnia, kiedy byłam w pracy i układałam książki, przyszedł mi do głowy temat tego wpisu. Pomyślcie, ile tworzy się teraz ekranizacji książek. Co chwila słychać, że jakaś powieść doczeka się wersji filmowej. Potem książki zyskują nowe okładki. Tak sobie teraz myślę, że można zrobić z tego tematu mały cykl postów. Tak. Myślę, że właśnie tak zrobię :D Zatem przed Wami pierwszy post, w którym chciałabym zamieścić kilka książek i ekranizacji na ich podstawie, które uważam za naprawdę udane. Gotowi? Startujemy!


ekranizacje książek

1. Zaczniemy od filmu, który skradł moje serce. "Love, Rosie" powstał na podstawie książki Cecelii Ahern o tym samym tytule. Najpierw obejrzałam film i bardzo mi się podobał. Może też dzięki aktorom, bo Sam Claflin był mi znany z "Igrzysk śmierci", a Lily Collins z "Królewny Śnieżki". Oboje byli świetni. I powiem szczerze, że film podobał mi się bardziej niż książka. Nie spodziewałam się, że autorka uraczy nas taką formą - listy, krótkie wymiany smsów, treści pocztówek i kartek. Czytelnik jest zmuszony samodzielnie dopowiadać sobie większość fragmentów fabuły. W momencie, kiedy ktoś obejrzał film, a potem sięgnął po książkę, nie ma możliwości, aby wizja narzucona przez reżysera nie towarzyszyła przez całą lekturę.


2. Teraz kilka słów o wspomnianych wcześniej "Igrzyskach śmierci". Nie wiedziałam o istnieniu książek. Obejrzałam film i się zakochałam. Podobało mi się w nim wszystko. Z niecierpliwością czekałam na kolejne ekranizacje i chodziłam na nie do kina. Każdą jedną część mogłabym oglądać wiele razy, a i tak bym się nie znudziła. Zresztą już wiele razy je widziałam i teraz też naszła mnie ochota, żeby je sobie odświeżyć :P Ale teraz o książce. O ile w filmach się zakochałam, moje uczucie do książki jeszcze wzrosło. Bo w filmie nie pokazano wszystkich wątków i kontekstów, kilka rzeczy zmieniono. Do tej pory "Igrzyska śmierci" to moja najukochańsza seria <3

3. Podobnie było z "Niezgodną". Najpierw zobaczyłam film. Nie wiedziałam, że to ekranizacja książki. Po seansie wiedziałam już, że nie przejdę obojętnie obok powieści. Przeczytałam całą trylogię i jeszcze ten dodatek "Cztery". Książki były naprawdę dobre. Ale kolejne ekranizacje... Aż szkoda mi tu cokolwiek pisać. W ogóle mi się nie podobały. A dowodem na to niech będzie fakt, że po 25 minutach drugiej części zaczęło mi się przysypiać. Na tym skończyłam. Nigdy nie wróciłam do tej niedokończonej części. Nie czuję takiej potrzeby.

4. Pora na moją ukochaną "Ostatnią piosenkę". W tamtych czasach bardzo lubiłam Miley Cyrus, więc nie było zaskoczeniem, że obejrzałam film, w którym grała główną rolę. Film był cudowny, uroczy, poruszający. I za krótki. Kiedy dowiedziałam się, że powstał na podstawie książki Nicholasa Sparksa, postanowiłam ją przeczytać. I zakochałam się ponownie, bo powieść odkryła przede mną niepokazane w filmie wątki. Po skończeniu lektury obejrzałam film jeszcze raz, żeby porównać sobie oba dzieła. A po jakimś czasie oglądałam go jeszcze raz... I niewykluczone, że jeszcze niejeden raz przypomni mi o sobie ;)

5. Może na tej piąteczce zakończę mój wywód. O jakiej książce teraz napisać? Hmmm.  No dobrze. "Trzy metry nad niebem". Może nie był to film wybitny. Można by się do wielu rzeczy przyczepić i skrytykować. Niemniej to dzięki niemu przeczytałam książkę Federico Mocci. Ekranizacja była dobrą kopią powieści, chociaż wiadomo, wiele wątków było zmienionych czy usuniętych. Obie wersje podobały mi się w umiarkowanym stopniu, ale warto było się zrelaksować przy seansie. Taka luźna rozrywka np. na długie wieczory.

Mogłabym jeszcze długo wymieniać, ale te przypadki, które opisałam powyżej przyszły mi do głowy prawie od razu. Nie oglądam też wszystkich ekranizacji, jakie powstały. Wybierałam po prostu z tych, które obejrzałam, a książki przeczytałam ;)

Jaka ekranizacja tak Was urzekła, że od razu pobiegliście kupić książkę?